Tagi“noszenie”

Choć pisałam o tym już wiele razy, ciągle mam wrażenie, że temat jest ważny i potrzebny. I cały czas słyszę te same pytania. Od kiedy możemy nosić dziecko w chuście? Myślę ostatnio skąd biorą się te pytania. Czemu tak bardzo potrzeba jednoznacznej odpowiedzi. Rodzic w dzisiejszych czasach żyje wśród specjalistów różnych maści (pediatrzy, ortopedzi, ginekolodzy, położne, pielęgniarki środowiskowe itp.). Każda z tych osób zapytana przez Rodzica o tematykę chust, czuję się kompetentna by odpowiedzieć. Jednak odpowiedzi te są często bardzo subiektywne. Oczywiście w oparciu o wiedzę jaką ma dana osoba, a także czym się kieruje. Dlatego tak dużo jest sprzecznych informacji.…

Rodzice, którzy sięgają po chustę najczęściej kierują się określoną potrzebą. Ta potrzeba za każdym razem jest inna. Bardzo często wybierając chustę mamy dosyć wysokie oczekiwania. Widzimy w tej chuście nadzieję. Na to, że dziecko będzie spało. Na to, że miną kolki. Chusta ma sprawić, że dziecko będzie spokojniejsze. Chusta ma pomóc w karmieniu piersią. Dzięki noszeniu w chuście być może dziecko będzie więcej jadło, albo właśnie nie będzie się tak często domagać piersi. Chusta ma zbudować więź emocjonalną i dać dziecku poczucie bezpieczeństwa. Tylko czy ten kawałek materiału naprawdę to potrafi? 

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek co jest tak naprawdę najfajniejszego dla dziecka w bujaniu go, kołysaniu, huśtaniu, kręceniu i generalnie we wprawianiu go w ruch? Pech chce, że to dla nas jest równocześnie najbardziej monotonna czynność, podczas której szybko się męczymy i nudzimy. Już wiecie o co chodzi? O powtarzalność. No bo ile można bujać dziecko w leżaczku, ile można kołysać w tym samym rytmie na rękach, ile można wirować z nim kółko, lub po prostu ile można chodzić po domu z dzieckiem na rękach, bo ono chce oglądać świat.

Kiedy rodzice po raz pierwszy zawiązują dziecko w chustę i ono w końcu zasypia, następuje błogi spokój. Radość ze snu z dziecka może zrozumieć tylko ktoś, kto bardzo tego potrzebuje, zarówno dla siebie jak i dla maleństwa. Często ten sen jest podstawową i najważniejszą potrzebą, tym gorzej jeśli są trudności w jej zaspokojeniu. Czy są jakieś sposoby, żeby sobie to ułatwić. Czy jest coś co zadziała na moje dziecko.

Takie o to pytanie przyszło od jednej Mamy do mnie na maila. Czy noszenie w chuście przyzwyczaja do noszenia na rękach? Pierwsza moja reakcja, nie no skąd. Nie można przecież przyzwyczaić, zresztą w ogóle to przecież nie o to chodzi. To pytanie zadawane przez starsze pokolenie, wynikające z ich troski, bo wiem, wierzę, że mają dobre intencje. Babcie chcą, żeby ta matka się po prostu nie nanosiła, nie umordowała.

W zasadzie jestem już prawie pewna, że nie ma lepszego nosidła dla malutkich dzieci niż hybryda Storchenwiege. O poprzednim jego modelu pisałam już jakiś czas temu na blogu. Nosidło zostało teraz wyprodukowane w nowej odsłonie. Na pierwszy rzut oka niczym się te wersje nie różnią. Dopiero gdy zaczynamy się przyglądać i analizować oba modele, widać pewne modyfikacje, które wprowadził producent.

Jeszcze tydzień temu byliśmy we Wrocławiu i było lato. Lataliśmy w krótkim rękawku i dalej było nam za gorąco. W przeciągu tygodnia, zrobiło się tak zimno, że ja wyjęłam z szafy puchową kurtkę. Nie znoszę zimna. Jest mi wiecznie zimno, za zimno. Okres noszenia moich dzieci w chuście zimą, nigdy nie należał do moich ulubionych czynności. Nic więc dziwnego, że praktycznie nie mam z tego okresu żadnych zdjęć. Nie miałam też do noszenia specjalnej odzieży. Ani jednej kurtki zimowej do noszenia w chuście, ani jednej osłonki polarowej dla dziecka. Nic, totalnie nic. A jednak jakoś nosiłam.

Czy wiecie, że każdy z nas ma w sobie wbudowany indywidualny program rodzicielski, który dała nam ewolucja. To oznacza, że każdy z nas doskonale wie jak wychować swoje dziecko! Każdy bez wyjątku, Ty też! Program jest banalny, bazuje na emocjach, więzi, sile przetrwania. Jednak problem jest w tym, że został on zakłócony. Żyjemy w zbyt wielkim szumie, natłoku informacji i sztucznych autorytetów. Przestaliśmy w siebie wierzyć. Przestaliśmy słuchać siebie. Widzimy tylko to co robią i mówią inni. I przez to już nie wiemy, co sami mamy robić.

Jedną z najważniejszych potrzeb nowo narodzonego dziecka jest potrzeba bliskości. Jeszcze silniejsza jest ona u wcześniaków. Najprostszy sposób zapewnienia bliskości tuż po porodzie to kontakt „skóra do skóry”. Kontakt z ciałem rodzica jest wyjątkowo ważny dla wcześniaka, który wyrwany z ciąży wpada prostu do inkubatora, czyli do totalnego bezruchu.